Archive for September, 2008

lost.

it was warm and soft under this thick blanket of thoughts and feelings which came to her sooner than she expected.

up till then she was living her life, bumping from one wall to another hurting herself from time to time. it was tough but so damn enjoyable. her mind was sharp. her heart was most of the time broken. but it didn’t matter because she could see through so many things in the world. she knew how to peer behind the everydayness, behind people’s strings of words they don’t understand themselves. and most importantly she could see the light at the end of the tunnel. so what, if this light was only in her head? the ideas might well turn out to be more real than fresh bread you get in the morning.

and now they came, fell down from the sky like big fluffy snowflakes and covered everything with their smooth whiteness. covered her head, her eyes, reached inside and turned her brains into a piece of cotton wool and her blood into honey. she forgot how to be a dance or a poem. she forgot how to dream. and she stopped waiting for a “flight of angels”. instead she agreed on fresh bread every morning and fireworks once a year. she was happy. yet the nagging feeling somewhere in her stomach remained and was telling her that something was lost. forever?

wake me up wake me up

last trace of past

[jeszcze dawniej temu (May 2007), gdy jeszcze mniej ważne rzeczy miały zbyt wielkie znaczenie]

- Wiedziałem, że przyjdziesz. Proszę… – powiedział tajemniczy staruszek podając Mu zawiniątko – należy do Twojego życia.
Wziął zawiniątko i obejrzał je ze wszystkich stron. Była to zwykła ciemna płachta nosząca ślady długich podróży, pewnie gdzieś na dnie któregoś z kufrów.
- Skąd wiesz, że jest dla mnie? – zapytał
Staruszek jednak już znajdował się w paru dziesiątkach metrów od niego a pył wzbijający się za nim na drodze też nie był skory do odpowiedzi.

Wrócił więc do domu, położył “prezent” na stole w salonie i powoli rozwinął. Zobaczył księgę. Miała pokrytą czymś na kształt aksamitu okładkę z wyszytymi srebrną nicią znaczkami i nieco poszarpane brzegi. Z tyłu umieszczono drzewo sięgające koroną poza okładkę. Żółte – przywodzące na myśl średniowieczne kroniki, przepisywane starannie w zakonnych scriptoriach – kartki były pokryte czarnym atramentem. Pismo było odręczne, ale czytelne. Motywy roślinne zdobiły marginesy.
- Ciekawe – pomyślał i wstawił książkę na półkę, pomiędzy Biblię i niskonakładowy kryminał – przejrzę wieczorem…
Wieczorem musiał gdzieś wyjść. Następnego dnia chciał przeczytać rozdział z pożyczonej powieści.
Wrócił do Swojej Księgi w weekend. Gdy zaczął czytać, wydało mu się, że atrament zrobił się bardziej czarny, okładka bardziej miękka a kartki mniej pożółkłe. Ale może tylko mu się zdawało. Po kilku przeczytanych stronach, przyszli koledzy i była impreza.

Mijały tygodnie. Ktokolwiek widział tę książkę w aksamitnej okładce, zachwycał się mistrzostwem wykonania. Gdy pytali go, o czym jest, mówił, że to chyba powieść… a może dramat. Jeszcze tego nie wie, bo tylko ją przejrzał. Brał ją często do ręki, podziwiał okładkę, czytał fragmenty. Była.. interesująca, ładna. Nigdy nie trafiał na to samo zdanie mimo że próbował wracać do tych samych fragmentów. Zawsze jednak było coś innego do zrobienia. A książka czekała, kiedy będzie mogła mu wszystko powiedzieć.
Gdzieś na początku wiosny, zdarzył mu się wolny weekend. Robił porządki na półkach. Wziął ją do ręki i zaczął czytać jeszcze raz od początku, stojąc tak przed szafką na książki. Poczuł przez chwilę, że płynie gdzieś daleko. Nie był już w swoim pokoju. Nie był być może sobą. Był pośród tych liter i tylko to się liczyło. “Dlaczego zwlekałem tak długo?” – myślał.

Ocknął się gdy po raz kolejny zadzwonił telefon. Księga wypadła mu z rąk gdy rzucił się podnieść słuchawkę. “Tak, za chwilę będę” – rzucił do kogoś po drugiej stronie. Podszedł odstawić Księgę na miejsce, ale chciał zajrzeć do niej ostatni raz. Strony były jednak puste.

[dawno temu, gdy pewne rzeczy miały jeszcze jakieś znaczenie]

wiesz, miałam sen.
stałaś na peronie. miałaś na sobie tę białą sukienkę z Grodzkiej za 60 zł. śmiałaś się i opowiadałaś coś osobom stojącym obok. nie miałaś żadnych bagaży.
pomyślałam, że zaraz odwrócisz się i mnie zauważysz a wtedy pójdziemy do Maca na kawę. jak zawsze, zwłaszcza przed antropo. przecież nie dało się wysiedzieć w tej sali bez kofeiny. to nic, że kawa z Maca kofeiny również nie miała. efekt placebo był, więc wszystko grało. a potem szłyśmy do jagiellonki na krokieta. albo do vegi. na sałatki.
a pamiętasz, przesiedziałyśmy kiedyś parę godzin w vedze gadając o samoświadomości? patrzyłam na stoliki dookoła i odjeżdżałam. to było moje ciało. moja perspektywa. odczucie siebie, swojej krwi, wsłuchanie się w bicie serca i oddech, zamierający pod wpływem doznania życia. a Ty siedziałaś naprzeciwko i mówiłaś, że wiesz o co mi chodzi. bo to trzeba się wyabstrachować z tego, że patrzysz na pokój i skupić się na procesie. spróbować złapać moment niemyślenia a jednocześnie wiedzieć, że Ty jesteś tym, kto nie myśli. wiedziałaś to. ale jak to przekazać badanym? miałyśmy nawet pomysł, żeby wsadzić ich do komory deprywacyjnej. heh, ciekawe czy rkn by nam to zafundował..
może mówiłaś im właśnie o tym? ale nie, przecież oni tego nie rozumieją. tak jak nie rozumieją tego lęku, który ogarnia nas przed snem. kiedy zapadasz się po raz kolejny w sobie i wiesz, że być może jest to jedyne prawdziwe doznanie w ciągu dnia i nocy. a kiedyś nie będzie nawet tego.
śmiałaś się i marszczyłaś nos tak jak zawsze, gdy śmiejesz się szczerze. pewnie więc dobrze się bawiłaś. a ja stałam pod filarem i czekałam kiedy mnie zauważysz i zawołasz żebym podeszła. a potem pani powiedziała, że pociąg zaraz odjeżdża. ci ludzie, z którymi stałaś zaczęli się zbierać. ty się wahałaś. w końcu odwróciłaś się w moją stronę i przez moment wydawało mi się, że mnie widzisz. lecz to był tylko sen.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.