[jeszcze dawniej temu (May 2007), gdy jeszcze mniej ważne rzeczy miały zbyt wielkie znaczenie]
- Wiedziałem, że przyjdziesz. Proszę… – powiedział tajemniczy staruszek podając Mu zawiniątko – należy do Twojego życia.
Wziął zawiniątko i obejrzał je ze wszystkich stron. Była to zwykła ciemna płachta nosząca ślady długich podróży, pewnie gdzieś na dnie któregoś z kufrów.
- Skąd wiesz, że jest dla mnie? – zapytał
Staruszek jednak już znajdował się w paru dziesiątkach metrów od niego a pył wzbijający się za nim na drodze też nie był skory do odpowiedzi.
Wrócił więc do domu, położył “prezent” na stole w salonie i powoli rozwinął. Zobaczył księgę. Miała pokrytą czymś na kształt aksamitu okładkę z wyszytymi srebrną nicią znaczkami i nieco poszarpane brzegi. Z tyłu umieszczono drzewo sięgające koroną poza okładkę. Żółte – przywodzące na myśl średniowieczne kroniki, przepisywane starannie w zakonnych scriptoriach – kartki były pokryte czarnym atramentem. Pismo było odręczne, ale czytelne. Motywy roślinne zdobiły marginesy.
- Ciekawe – pomyślał i wstawił książkę na półkę, pomiędzy Biblię i niskonakładowy kryminał – przejrzę wieczorem…
Wieczorem musiał gdzieś wyjść. Następnego dnia chciał przeczytać rozdział z pożyczonej powieści.
Wrócił do Swojej Księgi w weekend. Gdy zaczął czytać, wydało mu się, że atrament zrobił się bardziej czarny, okładka bardziej miękka a kartki mniej pożółkłe. Ale może tylko mu się zdawało. Po kilku przeczytanych stronach, przyszli koledzy i była impreza.
Mijały tygodnie. Ktokolwiek widział tę książkę w aksamitnej okładce, zachwycał się mistrzostwem wykonania. Gdy pytali go, o czym jest, mówił, że to chyba powieść… a może dramat. Jeszcze tego nie wie, bo tylko ją przejrzał. Brał ją często do ręki, podziwiał okładkę, czytał fragmenty. Była.. interesująca, ładna. Nigdy nie trafiał na to samo zdanie mimo że próbował wracać do tych samych fragmentów. Zawsze jednak było coś innego do zrobienia. A książka czekała, kiedy będzie mogła mu wszystko powiedzieć.
Gdzieś na początku wiosny, zdarzył mu się wolny weekend. Robił porządki na półkach. Wziął ją do ręki i zaczął czytać jeszcze raz od początku, stojąc tak przed szafką na książki. Poczuł przez chwilę, że płynie gdzieś daleko. Nie był już w swoim pokoju. Nie był być może sobą. Był pośród tych liter i tylko to się liczyło. “Dlaczego zwlekałem tak długo?” – myślał.
Ocknął się gdy po raz kolejny zadzwonił telefon. Księga wypadła mu z rąk gdy rzucił się podnieść słuchawkę. “Tak, za chwilę będę” – rzucił do kogoś po drugiej stronie. Podszedł odstawić Księgę na miejsce, ale chciał zajrzeć do niej ostatni raz. Strony były jednak puste.